20 | 07 | 2018

Paradoks o konduktorze

Poznań, 28 czerwca 1956 roku. O godzinie 7.30 szesnastoletni Zdzisiek Wardejn wybiegł z domu. Miał dużo wolnego czasu, zaczęły się już wakacje. O godzinie 8.00 z Miejskich Zakładów Komunikacyjnych wyszli tramwajarze. Był wśród nich 25-letni konduktor Kazimierz Wieczorek. Bieg wydarzeń dramatycznie splątał losy obu - chłopaka i mężczyzny.

Zdzisiek kręci się po mieście. Z grupą demonstrantów wchodzi na teren Targów Poznańskich. Tymczasem Kazimierz Wieczorek z inną grupą demonstrantów idzie pod gmach KW PZPR. Tam nikt nie chce z nimi rozmawiać, ruszają więc pod więzienie. Jest godzina 10.00. Na teren targów wkracza wojsko i milicja. Zdzisiek zostaje złapany i przewieziony do komisariatu na ul. Matejki.

Jest godzina 12.30. O tej porze Kazimierz Wieczorek jest już pod budynkiem ZUS, z którego okien ktoś strzela do demonstrujących. O godzinie 13.30 zatrzymani wychodzą z komisariatu i wsiadają do ciężarówek. Nieco później do konduktora ktoś strzela. Ten pada na chodnik. Jest ranny w głowę, ale żyje, przewożą go do szpitala im. Raszei. Jest godzina 15.00. Dokładnie w tym czasie Zdzisiek klęczy na płycie podpoznańskiego lotniska Ławica.

Do rannego Kazimierza Wieczorka natomiast podchodzi jakiś mężczyzna. Konduktor daje mu kartkę. Mężczyzna udaje się z nią do domu Kazimierza. Zabiera stamtąd jego dokumenty. Wraca do szpitala, gdzie oświadcza, że jest funkcjonariuszem UB. Wraz z innymi funkcjonariuszami wyprowadza ze szpitala Wieczorka i kilku lżej rannych. Jest godzina 21.00. Matka Zdzisia po powrocie z pracy nie zastaje syna w domu. O godzinie 23.00 pod szpital im. Strusia podjeżdża samochód. Wynoszą z niego młodego mężczyznę w samych gatkach. W księdze szpitalnej zostaje zapisany jako N.N. 5092/56.

Matka Zdziśka czeka całą noc. 29 czerwca o godzinie 6.00 zaczyna szukać syna we wszystkich poznańskich szpitalach. W zwłokach złożonych w kostnicy szpitala im. Strusia rozpoznaje swego syna. Domaga się wydania ciała. Załatwia zezwolenie. Bierze z zakładu pracy zasiłek pogrzebowy, kupuje trumnę i zabiera ubranie syna. Kategorycznie nie godzi się na pogrzeb państwowy i zasugerowaną jego datę. Zabiera ciało do kaplicy na Junikowie i zamawia nabożeństwo żałobne. Zawiadamia rodzinę. Przybywa kilka osób. 30 czerwca po 21.00, ku ich zaskoczeniu, przybywa także Zdzisiek. Tak więc 2 lipca cała rodzina uczestniczy w nabożeństwie nie żałobnym, lecz dziękczynnym. Matka Zdziśka natomiast udaje się na cmentarz, gdzie chowa nieznanego mężczyznę jak własnego syna. Wiosną 1957 roku okazuje się, że był nim Kazimierz Wieczorek, którego rodzina poszukiwała przez blisko rok.

Film opowiada o tych wydarzeniach. Jego narratorem jest jeden z ich bohaterów, aktor i reżyser Zdzisław Wardejn. Wędrując po swych tropach sprzed 40 lat dokładnie relacjonuje przebieg zdarzeń, w których uczestniczył. Jednocześnie stara się odtworzyć tragiczne losy Kazimierza Wieczorka i rozwikłać tajemnicę jego śmierci. Zadaje w końcu pytania, na które nie znajduje odpowiedzi: dlaczego zginął konduktor i inni? A Zdzisiek - ocalał przez przypadek czy przez czyjeś niedopatrzenie?

za: PAT

"Paradoks o konduktorze"
Reżyseria: Michał J. Dudziewicz
Asystent reżysera: Dorota Sachar
Scenariusz: Michał J. Dudziewicz
Narrator: Zdzisław Wardejn
Zdjęcia: Jacek Knopp
Opracowanie plastyczne: Natasza Wróblewska
Muzyka: Marta Dudziewicz
Dźwięk: Iwona Klimek, Iwo Klimek, Przemysław Kretkowski, Włodzimierz Niklasiewicz
Opracowanie muzyczne: Małgorzata Przedpełska-Bieniek
Montaż: Karol Karpiński, Jan Mikołaj Mironowicz
Kierownictwo produkcji: Janusz Skwarek, Janusz Marzec
Współpraca produkcyjna: Tadeusz Roszczak, Paweł Roszczak, Roch Witkowski
Producent: Krzysztof Kopczyński
Produkcja: Prasa i Film, Telewizja Polska - Dział Form Dokumentalnych
Rok produkcji: 1997